![]() |
|
![]() |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Doświadczenia i recepty Archeologiczna prospekcja lotnicza polega na tematycznych lotach poszukiwawczych i obserwacyjnych, podczas których pilot lub osoba mu towarzysząca wyszukują gołym okiem śladów historyczno-archeologicznych, identyfikują je i wreszcie dokumentują je podręcznym aparatem fotograficznym. Tak powstałe znaleziska są więc osobistymi odkryciami, które poprzez wybór i wyróżnienie spośród innych śladów noszą subiektywne i indywidualne piętno odkrywcy. Znaleziska takie nie są odkrywane "na zdjęciu lotniczym" lub "poprzez zdjęcie lotnicze", jak się to często opisuje w publikacjach archeologicznych. Nikt przecież nie wpadłby na pomysł, aby na wykopaliskach mówić o odkryciach dokonywanych "na papierze milimetrowym". Używany w języku niemieckim termin "Luftbildarchäologie" (archeologia zdjęć lotniczych), choć wygodny, najczęściej jest niewłaściwy dla określania prospekcji lotniczej - należałoby go stosować właściwie tylko wówczas, gdy dzięki celowej analizie zdjęć wykonanych dla innych potrzeb (zdjęcia pionowe dla celów pomiarów, zdjęcia satelitarne itd.) odkrywa się obiekty archeologiczne. Ten rodzaj "analizy zdjęć lotniczych" jest na naszych szerokościach geograficznych z różnych względów dużo mniej owocny od rozpoznania "naocznego", choć niekiedy może przynieść pojedyncze użyteczne wyniki. Archeologiczne rozpoznanie naoczne, ze względu na jego organiczne "sensory" i natychmiastową interpretację obiektu po jego odkryciu, nie może być zaliczane do "wykrywania na odległość" (remote sensing), jak je chętnie klasyfikują specjaliści od nauk ścisłych, zwłaszcza w USA. Zespół cech składających się na dobrego powietrznego obserwatora składa się z mieszanki wyuczonego wzroku, zainteresowania wszystkim, co na ziemi pozostawia ślady i znajomości historii i archeologii. Konieczna jest też cierpliwość myśliwego czy wędkarza; podstawą sukcesu jest też wreszcie długie doświadczenie. Umiejętność pilotażu stanowi idealną podstawę dla podjęcia tego rodzaju działalności; dla nie-pilotów warunkiem pracy jest brak lęku przestrzeni i choroby lokomocyjnej. Na to, jak wielką rolę dla sukcesu metody mają profesjonalne umiejętności lotnicze, wyraźnie wskazał w 1995 roku swoim angielskim archeologom James Pickering, ekspert i mecenas archeologii lotniczej, z 57-lenią praktyką pilota. Jednakże jest też nieco - latających jako pasażerowie - archeologów "naziemnych", których naukowej ciekawości nie są w stanie powstrzymać ani burze, ani długotrwała choroba lokomocyjna. Poza kilkoma zatwardziałymi wyjątkami, tacy "naziemni" archeolodzy po kilku lotach stają się najczęściej zwolennikami i orędownikami tej metody. Ubolewać należy, że strach przed lataniem (który traktować należy zupełnie poważnie) i szeroko rozpowszechniona choroba lokomocyjna, zawężają krąg aktywnych uczestników prospekcji lotniczej, podobnie jak lęk przed pływaniem i nurkowaniem w przypadku archeologii podwodnej. Dla dotkniętych tymi przypadłościami utrudnione, lub wręcz niemożliwe jest osiągnięcie, wynikającego z osobistego przeżycia, emocjonalnego przekonania do tej metody. Do stałych zadań pilota należy też regularne latanie nad tymi samymi obszarami i ponawianie dokumentacji znanych już stanowisk. Uzupełniające, nowe znaleziska - np. na sąsiednim polu, które w ubiegłym roku obsiane było "niewłaściwą" rośliną i dlatego nic nie wykazywało - ujawniają się z biegiem czasu i poszerzają pierwotną informację lub kompletnie ją zastępują nowymi treściami. Dla większości stanowisk odkrytych z powietrza zdjęcia lotnicze pozostają jedynym i jednocześnie ostatnim świadectwem ich istnienia, pomijając uzupełniające, pojedyncze znaleziska powierzchniowe, o ile - w zależności od danych właściwości podłoża - w ogóle występują. Z tego względu wszędzie tam, gdzie bariery biurokratyczno-finansowe nie utrudniają nadmiernie latania, zdjęcia lotnicze staną się w dłuższej perspektywie niewątpliwie najczęściej stosowanym i najpojemniejszym nośnikiem informacji w archeologicznej pracy terenowej. Fakt ten może być niechętnie akceptowany przez badaczy i konserwatorów zabytków w sytuacji gdy - tak jak w Polsce - dysponują oni już wielkim korpusem znalezisk powierzchniowych, uzyskanych w ramach AZP. Publikacje wyników lotów zyskują więc wielkie znaczenie jako narzędzia przekonywania. Warunkiem naukowego ich opracowania i przeprowadzania porównań w całej Europie są wierne plany terenów. Sporządzanie takich planów wymaga uprzedniego usunięcia zniekształceń ze zdjęć i przekształcenia ich w widoki pionowe, na których ślady archeologiczne mogą zostać na ekranie komputera zamienione - przy zachowaniu odpowiednich konwencji graficznych - na podkłady map. W ten sposób powstał plan odkrytego w 1993 roku koło Wittmar w Dolnej Saksonii systemu późno-neolitycznych, sporządzony przez Winfrieda Gerstnera przy użyciu programu "TNTmips", który może być też stosowany jako GIS.
Inne programy stosowane do usuwania zniekształceń na zdjęciach archeologicznych to m. in. "AirPhoto" i "AERIAL". W ten sposób wykonane plany można wykorzystywać do porównań w różnych krajach, można je przy tym szybko przesyłać drogą elektroniczną. Mimo stosowania nowoczesnych programów komputerowych poszczególne etapy sporządzania planów są czasochłonne, a zdobycie niezbędnych map topograficznych może być kosztowne. Na liście priorytetów urzędów ochrony zabytków i instytucji badawczych sporządzanie wyskalowanych planów z archeologicznych zdjęć lotniczych zajmuje najczęściej niestety odległą pozycję. Dobrym sposobem ułatwienia czytelnikowi
interpretacji zdjęć okazało się - także w publikacjach fachowych - proste
zaznaczanie śladów archeologicznych na rysunku dołączanym do ukośnego
zdjęcia lotniczego. W ten sposób można - szybciej niż w przypadku usuwania
zniekształceń i sporządzania planu - przekazać treści zawarte na zdjęciu
czytelnikowi, który z danym tematem lub określonym rodzajem śladów nie
jest obeznany.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Archeologia Niedestrukcyjna | Fundacja Res Publica Multiethnica i Instytut Archeologii i Etnologii PAN |